Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Zazwyczaj mam szczęście

Wygodny Nocleg

:: wygodnypokoj ::

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Księga Gości 0
  2. Dodaj do Księgi

mój avatar

Zazwyczaj mam szczęście

Była rzecz, która szczególnie mnie ubawiła. Istnieje taka pocztówka, na której Anglik, Niemiec i Rosjanin stając na szczycie krzyczą – pięknie!, a jedynie Polak wyraża swoje odczucia dość niecenzuralnym słowem. Tutaj było dokładnie to samo, chyba taka nasza natura.
Gdzieś w oddali zagrzmiało i zrozumiałam, że Świnica już na zbyt wiele mi dzisiaj pozwoliła. Czas schodzić.
Po zrobieniu kilku pamiątkowych zdjęć ruszyliśmy na dół i tutaj dopiero zaczęły się problemy. Przeszliśmy już kawałek, gdy ponad nami zrobiło się zamieszanie. Dwóch Anglików nie dawało sobie rady z zejściem i rozpaczliwie prosili kogoś o pomoc. W tym miejscu pozwolę sobie na mały komentarz. Zazwyczaj mam szczęście do osób spotykanych na szlaku – każdy w potrzebie podaje pomocną dłoń, stara się nakierować nogę w odpowiednie miejsce, jeśli masz z tym problem – a tutaj? Widząc takie sytuacje nie dziwię się, że czasem obcokrajowcy niezbyt pochlebnie wyrażają się o naszym narodzie.
To, co się działo sprawiło, że serce podeszło mi do gardła. Nagle jeden z panów zawisnął na łańcuchu, podczas gdy drugi starał się go wciągnąć. Ludzie, którzy byli w pobliżu zaczęli ich poganiać, nikt nie starał im się spokojnie wytłumaczyć, co mają robić. Co więcej nikt z obecnych nie mówił po angielsku, więc tamci byli jeszcze bardziej zdezorientowani. Pomyślałam, że jedenaście lat nauki w las nie poszło, więc może uda mi się pomóc. Przecisnęłam się trochę wyżej i poleciłam chłopakom, żeby się uspokoili. Ktoś mi kiedyś powiedział, że pomagając w górach innej osobie nie możesz pokazać, że odczuwasz strach, bo wtedy nic z tego nie wyjdzie. Dlatego też stanowczym głosem powiedziałam gdzie należy postawić nogę i jak złapać się łańcucha, żeby było jak najbezpieczniej. Gdy Anglik znalazł się trochę bliżej mnie złapałam go za przegub i pociągnęłam w swoją stronę na półkę skalną. Radość i wdzięczność w jego oczach sprawiła, że poczułam, że właśnie dla takich chwil warto żyć.
Gdy emocje już opadły (jak po wielkiej bitwie kurz…) ruszyliśmy w dalszą drogę a nasze dwuosobowe grono powiększyło się o owych dwóch anglików – Jamesa i Henry’ego. Zastanawialiśmy się, czy nie ruszyć w kierunku Zawratu, ale chłopacy mieli już na dzisiaj dość wrażeń, a byli tak sympatyczni, że nie chcieliśmy ich zostawiać. Poza tym zaprosili nas na obiad w rewanżu ca pomoc, więc nie wypadało odmówić.
Kiedy doszliśmy do Przełęczy Liliowe Świnicy już nie było widać, zniknęła za czarnymi chmurami, które coraz tłumniej nadciągały na szczyty. Zaczynało padać, ale na szczęście udało nam się zdążyć i skryć w Murowańcu przed burzą.
Po odpoczynku i obiedzie ruszyliśmy w wyśmienitych humorach do Kuźnic. Tam pożegnaliśmy się z Jamsem i Henrym i wróciliśmy do Zakopanego.
Tamten dzień będę pamiętała do końca życia, chyba, że wcześniej dopadnie mnie skleroza. Udało mi się zdobyć szczyt, o którym marzyłam od wielu lat, ale który koniec końców i tak postraszył mnie burzą. Jednak najwspanialszą rzeczą jest to, że wraz z Rafałem zyskaliśmy nowych przyjaciół. Są takie wydarzenia, które przeżyte razem kończą się przyjaźnią a ściąganie kogoś z łańcucha na wysokości 2301m n.p.m. na pewno jest jednym z nich.

 


Głosuj (1)
polskietatry24 14:50:52 24/04/2014 [Powrót] Komentuj